Archive for March, 2002

Sąd Okręgowy niewinny…

Tuesday, March 26th, 2002

Zdaniem Departamentu Sądów Ministerstwa Sprawiedliwości ,bezzasadne wydają się zarzuty”, iż Sąd Okręgowy w Katowicach, opóźniając wydanie dokumentów o tymczasowym aresztowaniu właściciela ,Colloseum” Józefa J. oraz wiceprezesa Piotra W., miał wpływ na to, że obydwaj podejrzani zniknęli.

- Przygotowanie dokumentów wymagało dużo czasu, a posiedzenie skończyło się o godz. 14.10 – mówi Barbara Mąkosa-Stępkowska, dyrektor Biura Informacyjnego Ministerstwa Sprawiedliwości, powołując się na opinię Departamentu Sądu. – Podejrzani mieli już możliwość ukrywania się po tym, jak w lutym tego roku Sąd Rejonowy w Katowicach nie przychylił się do wniosku prokuratury o zastosowanie wobec nich aresztu tymczasowego.

Argumentacja prawna Sądu Rejonowego nasuwa poważne wątpliwości pracowników ministerstwa, gdyż areszt nie został orzeczony w sytuacji, gdy zarzucany czyn zagrożony był karą, której górna granica wynosi powyżej 8 lat (art. 258 §2 kpk).

- Sąd Okręgowy w Katowicach, jak wiadomo, zmienił tę decyzję 13 marca i zastosował areszt na 3 miesiące – uzasadnia dyr. Barbara Mąkosa-Stępkowska. – W zachowaniu sądu nie doszukano się nieprawidłowości. Dostrzeżono raczej działania zmierzające do jak najszybszego wykonania tymczasowego aresztowania. Sędziowie uzgodnili z prokuratorem, że osobiście odbierze on dokumenty dnia następnego i nie trzeba będzie wysyłać ich pocztą do poszczególnych komend policji.

Prokuratur Tomasz Tadla z Prokuratury Okręgowej w Katowicach zapowiedział wczoraj, że zwróci się do sądu z wnioskiem o przepadek poręczeń, które wpłacili poszukiwani podejrzani z ,Colloseum”.

Józef J. wyszedł w listopadzie z aresztu po złożeniu poręczenia w wysokości 150 tys. zł. Piotr W. w ogóle nie został wtedy aresztowany, ale musiał wpłacić 100 tys. zł. Pieniądze są na koncie prokuratury. Po decyzji sądu wystarczy je zaksięgować na Skarb Państwa.

Prokurator Tadla zapowiada także wydanie w najbliższych dniach międzynarodowego listu gończego za Józefem J.

- Dokument jest właśnie przygotowywany – mówi.
Dokumenty kompletuje także obrońca Józefa J., mecenas Tomasz Powyza, ale w sprawie listu żelaznego dla właściciela ,Colloseum”.

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Na parkingach

Tuesday, March 26th, 2002

Wczoraj nastąpiły zmiany w funkcjonowaniu systemu parkingowego w mieście. Nie uległa zmianie obowiązująca wysokość stawek za godzinę, nadal jest to 2,20 zł, i zasad jej wyliczania w przypadku stref: ścisłego centrum oraz przyległej. Natomiast ograniczono zasięg płatnego parkowania, czyli wyłączono z niego osiedle Paderewskiego oraz wprowadzono do obiegu jednorazowe elektroniczne karty parkingowe. Przy ich zakupie nie trzeba będzie również uiszczać kaucji.

- Zatrudnione przez nas kobiety, które patrolują strefy płatne parkingowe, będą dysponowały jednogodzinnymi kartami w cenie 2,20 zł za sztukę. W najbliższych dniach trafią one także do punktów sprzedaży, przez to zostaną wyeliminowane przypadki, w których kierowcy przyjeżdżający do Katowic z ościennych miast i nie tylko byli zmuszani do zakupu wielogodzinnych kart – wyjaśnia Józef Kocurek, wiceprezydent Katowic.

Kolejną, tym razem niezbyt korzystną zmianą w uchwale dotyczącej opłaty za parkowanie w centrum miasta było wprowadzenia kary w wysokości 50 zł.

- Do tej pory za parkowanie bez opłaty pobieraliśmy podwyższoną opłatę postojową, a teraz w związku ze zmianą ustawy będzie to już kara – dodaje wiceprezydent Kocurek.

Przypomnijmy, że w ścisłym centrum Katowic za pierwszą godzinę postoju trzeba zapłacić 75 procent stawki podstawowej, a za każdą kolejną 100 procent. Natomiast w strefie przyległej za pierwszą godzinę płacimy połowę stawki, a za każdą kolejną 75 procent jej wysokości. Nadal obowiązują karty dla mieszkańców i zaopatrzenia oraz ulgi dla inwalidów.

Autor artykułu: (BL)

Śmierć przyszła nocą

Monday, March 25th, 2002

Tragiczną noc przeżyli mieszkańcy budynku przy ulicy Zaruskiego. W mieszkaniu na parterze spłonął żywcem człowiek. Dwie kobiety z objawami zaczadzenia odwieziono do szpitala.

- Obudziłam się, bo poczułam czad – opowiada Halina Kociełko, która z mężem i dzieckiem mieszka na pierwszym piętrze starego, prawie stuletniego budynku. – Początkowo pomyślałam, że nastąpiło zwarcie w instalacji, tym bardziej, że niedawno wymieniano nam gniazdka. Jednak dziecko zauważyło, że śmierdzi spod dywanu. Wtedy otworzyłam okno i zobaczyłam, że pali się na dole u Bronka. Zaczęłam wzywać pomoc. Z mężem i dzieckiem zeszliśmy z pierwszego piętra po drabinie.

Helena Paszkiewicz, zajmująca lokal naprzeciwko mieszkania, które się spaliło, usłyszała krzyk Haliny Kociełko, że się pali. Narzuciła na siebie co miała pod ręką i uciekła z domu. Jej mąż wiadrami gasił buchający zza drzwi ogień.
Przyjechała straż pożarna, wezwana telefonicznie z sąsiedniego budynku. Strażacy gasili pożar z podwórka i z mieszkania na piętrze. Zostało ono zalane, podobnie jak piwnice, w których lokatorzy trzymają węgiel na opał, drewno i ziemniaki.

Tej nocy nikt już nie zmrużył oka. Zwęglone zwłoki lokatora z parteru długo znajdowały się w pogorzelisku, by mógł je zobaczyć prokurator.

- Bronek miał tyle lat, co ja – mówi mężczyzna w podeszłym wieku. – Kiedyś pracował w hucie ,Buczka” i mógł uzyskać świadczenie emerytalne, ale nie dbał o to. Twierdził, że da sobie radę w życiu, dostawał zasiłki z pomocy społecznej. Chodził po śmietnikach i zbierał makulaturę i złom. Wiele niepotrzebnych rzeczy znosił do mieszkania. Dlatego, jak powstał ogień, miało się co palić.

Dopóki żyła żona pana Bronka, dopóty w mieszkaniu był porządek. Kiedy jej zabrakło, mężczyzna zaczął żyć jak kloszard. Od dawna w domu nie miał światła, nie starczało pieniędzy na opłacenie rachunków za energię. Ciemności rozjaśniał płomyk świeczki bądź prymitywnej, łojowej lampki zrobionej z talerza. To prawdopodobnie ona była przyczyną pożaru. Podobne życie, jak zmarły Bronek, wiedzie w Zagłębiu i w całym kraju coraz więcej ludzi. Nie mają stałych świadczeń, a pomoc społeczna, jaką otrzymują, nie pozwala im na godne

Autor artykułu: życie.JERZY WAKSMAŃSKI

Jadą po medale

Monday, March 25th, 2002

Zdobędziemy medal na mistrzostwach Polski – zapowiadał od dawna Tomasz Niedbalski, trener MOSM-u Bytom. Jego podopieczni zrobili kolejny krok w tym kierunku, awansując do finału zawodów szczebla centralnego. Na turnieju półfinałowym, który zakończył się w ubiegłą środę w Wałbrzychu, bytomianie w dobrym stylu zajęli drugie miejsce.

Ich przeciwnikami były drużyny, mające w szeregach wielu czołowych polskich koszykarzy młodego pokolenia. Większość z nich z powodzeniem gra już w II lidze.

W pierwszym meczu nasz zespół grał z Koroną Kraków. Przez trzy kwarty krakowianie utrzymywali kilkupunktową przewagę. Jednak ostatnia kwarta była popisem bytomskiego zespołu. Dzięki mądrej grze w obronie MOSM wygrał ostatnią kwartę 33:11 i wygrał całe spotkanie 82:64.

- Na pewno wynik nie odzwiercie dla przebiegu meczu – wyjaśnia Adam Gabor, kapitan zespołu. – Mecz był bardzo zacięty. Cały czas graliśmy swoje. W końcówce postawiliśmy na twardą obronę i przeciwnicy się pogubili.

Drugim przeciwnikiem bytomskiego MOSM-u był Górnik Wałbrzych, gospodarz imprezy. Od początku wałbrzyszanie ruszyli do zdecydowanych ataków. Natomiast bytomianie jakby trochę zaspali. Pierwszą kwartę przegrali 24:11. Jednak w dalszej części meczu nasi zawodnicy zaczęli konsekwentnie odrabiać straty i na kilkanaście sekund przed końcem przegrywali już tylko 62:65. I wtedy na rzut za 3 punkty zdecydował się Rafał Jerenkiewicz i… chybił. Wałbrzyszanie pogrążyli jeszcze MOSM udanym rzutem osobistym i ostatecznie wygrali 66:62.

- O naszej przegranej zadecydował początek meczu – uważa Michał Nikiel, podpora zespołu w walce pod koszem. – Graliśmy bardzo nerwowo. Niestety w końcówce nie potrafiliśmy doprowadzić do remisu.

O awansie miało zadecydować ostatnie spotkanie, w którym bytomianie zmierzyli się Pogonią Puławy.

- Teoretycznie był to najsłabszy przeciwnik z całej czwórki – mówi Gabor. – Jednak puławianie byli bardzo skoncentrowani i sprawili nam sporo kłopotów. Znowu o wyniku zadecydowała ostatnia kwarta, którą wygraliśmy zdecydowanie 25:10.

MOSM ostatecznie wygrał z Pogonią 93:70. Podopieczni trenera Niedbalskiego zajęli w grupie półfinałowej drugie miejsce, za Górnikiem Wałbrzych i awansowali do finału mistrzostw Polski.
W turnieju najwięcej punktów dla bytomian zdobyli: Damian Lenkiewicz (79), Rafał Jerenkiewicz (61), Michał Nikiel (33) i Adam Gabor (29).

- Do Bielska-Białej jedziemy z myślą o medalu – nie ukrywa Niedbalski. – Byłoby to piękne ukoronowanie całorocznej pracy. Na pewno nie jesteśmy faworytami, ale chcemy sprawić niespodziankę.

Autor artykułu: MARCIN ZASADA

Śnieżne rewanże

Monday, March 25th, 2002

Zwycięstwem 1:0 nad wyprzedzających ich w tabeli bytomskim Bobrkiem Karb zainaugurowali wiosenną rundę spotkań piłkarze Czarnych Sosnowiec. Podopieczni Roberta Majewskiego tym samym awansowali na czwarte miejsce w tabeli.

Sosnowiczanie rozpoczęli spotkanie ze sporym animuszem. Już w 3 min., po zagraniu Janusza Piotrowskiego, bliski wpisania się na listę strzelców był Robert Radek. Piłkę sparował jednak Artur Cebulla. Chwilę później dośrodkowanie Janusza Piotrowskiego trafiło do Macieja Zudina, który głową posłał futbolówkę tuż obok słupka. W 22 min. Janusz Piotrowski dokładnie zagrał piłkę do Wojciecha Szyrokiego, a ten silnym strzałem zmusił do kapitulacji Artura Cebullę.

Niecały kwadrans później, po dośrodkowaniu Macieja Zudina z rzutu rożnego, przed szansą na podwyższenie wyniku stanął Rafał Sikora. Jego strzał “nożycami” poszybował jednak obok bramki. Za moment Artur Cebulla sparował uderzenie Macieja Zudina z rzutu wolnego.

Po przerwie śmielej zaatakowali goście. Najpierw w doskonałej sytuacji spudłował Marcin Niestroj, a następnie, po “wrzutce” z rzutu rożnego, Daniel Galuch z metra trafił w Łukasza Gierczaka. Próba dobitki zakończyła się natomiast kopnięciem golkipera Czarnych.

Równie nieskutecznie atakowali w drugiej połowie sosnowiczanie. W 65 min. dośrodkowania Janusza Piotrowskiego nie sięgnął Bartosz Mackford. Za moment ten sam zawodnik zamykający skiksował, mając przed sobą jedynie Artura Cebullę. W 82 min., po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, składający się do strzału Maciej Zudin zderzył się z Robertem Radkiem i posłał piłkę nad poprzeczką.

Tragicznie rewanżową rundę spotkań rozpoczęli natomiast gracze AKS Niwka, którzy w sobotę podejmowali sąsiadującą w tabeli piekarską Olimpię. W 8 min. Artur Patoń ograł Mateusza Kozłowskiego, po czym zagrał wzdłuż bramki gospodarzy. Lotu piłki nie przeciął ani Adrian Wilk, ani Marek Hepo. Z interwencją spóźnił się również Ireneusz Kozioł i Jacek Śmiglarski z najbliższej odległości wpisał się na listę strzelców.

Kwadrans później, po dośrodkowaniu Przemysława Kamińskiego, futbolówka ponownie trafiła do Jacka Śmiglarskiego, który mimo asysty trzech sosnowieckich defensorów strzałem z 4 m zmusił do kapitulacji Adriana Wilka. W 28 min. stojący tyłem do sosnowieckiej bramki Jacek Śmiglarski zagrał do Artura Patonia, a ten uderzeniem pod poprzeczkę podwyższył wynik.
Tuż przed przerwą sosnowiczanie zmniejszyli straty. Marek Hepo strzałem z rzutu wolnego zza linii pola karnego zdołał pokonać Marcela Różankę.

Druga połowa meczu upłynęła na chaotycznych atakach sosnowiczan i znacznie groźniejszych kontrach gości. W 58 min. Jacek Śmiglarski po solowym rajdzie po raz trzeci wpisał się na listę strzelców. Wynik spotkania ustalił Marek Baczewski, uderzeniem w “krótki” róg.

* Czarni Sosnowiec – Bobrek Karb Bytom 1:0 (1:0). Bramki: 1:0 Szyroki (22 min.).
Czarni: Gierczyk – Sikora, Boguszewski, Majchrzak – Oklejewski, Marzec, Radek, Szyroki, Mackford – Zudin (85 min. Nikodem), Piotrowski.

* AKS Niwka – Olimpia Piekary Śl. 1:5 (1:3). Bramki: 0:1 Śmiglarski (8 min.), 0:2 Śmiglarski (22 min.), 0:3 Patoń (28 min.), 1:3 Hepo (45 min.), 1:4 Śmiglarski (58 min.), 1:5 Baczewski (78 min.).

AKS Niwka: Wilk – Kozłowski, Hepo, Kozioł, Korczewski – Kawulka, Węgrzyn (46 min. Matuszek), Wrona (70 min. Sujka), Knap – Rutkowski (70 min. Góralczyk), Szula.

Autor artykułu: (wow)

“Collosalne” nieporozumienie

Friday, March 22nd, 2002

Postępowanie Sądu Okręgowego w sprawie “Colloseum” było zgodne z przepisami – oświadczyła w czwartek, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej Teresa Truchlińska-Binasik, rzecznik sądu.

Składowi orzekającemu w sprawie tymczasowego aresztowania szefów “Colloseum”, “Dziennik Zachodni” zarzucił brak zawodowej przezorności i opieszałość. Nim sąd wypisał niezbędną dokumentację, podejrzani uciekli.

- Gdyby nawet sędziowie zostali w pracy dłużej i wypisali nakazy przyjęcia i doprowadzenia podejrzanych do aresztu, to i tak nie mieliby ich komu wręczyć i zapobiec ucieczce – uzasadniała sędzia Truchlińska-Binasik. – Dokumentację musieliby wysłać pocztą do konkretnych komisariatów, co trwałoby dłużej. Dlatego sąd umówił się na następny dzień z prokuratorem, że osobiście mu te nakazy wręczy.

Policjanci byli na sali rozpraw, jeden z podejrzanych również, można go było zatrzymać, a nie szukać teraz po całej Polsce…

- Policjanci się nie ujawnili, nie powiedzieli sądowi, że gdyby zapadła decyzja o tymczasowym aresztowaniu, zatrzymają podejrzanych natychmiast – tłumaczyła sędzia Truchlińska-Binasik.

Podejrzani, co do których zdecydowano o zastosowaniu aresztu, mogli więc w majestacie prawa spokojnie wyjść z sądu i zniknąć z oczu obserwujących ich prokuratorów, policjantów i sędziów.

- Zdaniem sądu nie było powodów przypuszczać, że podejrzani mogą się ukrywać – stwierdziła sędzia Truchlińska-Binasik.

Tomasz Tadla z Prokuratury Okręgowej w Katowicach zapewnia ,DZ”, że prokuratura uprzedziła Centralne Biuro Śledcze i UOP o decyzji sądu w sprawie tymczasowego aresztowania podejrzanych z “Colloseum”.
Wszyscy więc wszystko wiedzieli i widzieli, tylko nikt nie przypuszczał, że niezwykle majętni podejrzani, którym grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności, mogą po prostu zniknąć.

Obrońca właściciela “Colloseum”, mecenas Tomasz Powyza z Jeleniej Góry mówi, że jego klient Józef J. chce rozmawiać publicznie o swojej sytuacji i w odpowiednim czasie skontaktuje się z prasą.

- Zapewniam też, że jego wolą jest aktywne uczestniczenie w prowadzonym śledztwie – mówi mecenas Powyza. – Dlatego poważnie rozważam złożenie wniosku o list żelazny gwarantujący mu wolność do czasu prawomocnego wyroku.

Józef J. kilkakrotnie dzwonił do swojego obrońcy, ale – jak twierdzi mecenas Powyza – nie zdradził, gdzie jest. Nie powiedział – jak drugiemu obrońcy Andrzejowi Rajpertowi – że jest w Republice Południowej Afryki.

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Puchar w dobrych rękach

Friday, March 22nd, 2002

Przed nami ostatni akord sezonu narciarskiego 2001/2002. Na planickiej ,Velikance” odbędą się finałowe zawody Pucharu Świata w skokach. Na sobotę zaplanowano konkurs drużynowy. W niedzielę Adam Małysz dokończy dzieła w zawodach indywidualnych. Bez względu na ich wynik polski skoczek po raz drugi z rzędu odbierze w Planicy Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej PŚ. Wygraną Małysz zapewnił sobie już w Trondheim, gdzie utrzymał 200-punktową przewagę nad najgroźniejszym rywalem Svenem Hannawaldem.
Adam Małysz ostatnio na ,mamucie” nie błyszczał. Podczas niedawnych mistrzostw świata w lotach narciarskich w Harrachovie Polak zajął dopiero 18. miejsce. Wygrał bezdyskusyjnie Hannawald. Dużo mówiło się o tym, że czeski ,Czertak” Małyszowi po prostu nie leży. Jego osiągnięcia w kolejnych konkursach (na mniejszych skoczniach) zdawały się potwierdzać tę teorię. Jak jest naprawdę przekonamy się w sobotę i niedzielę.

Trener Apoloniusz Tajner zabrał do Planicy także swojego syna Tomisława oraz Roberta Mateję i Tomasza Pochwałę. W sobotę nasza ekipa wystąpi w konkursie drużynowym. Przed rokiem Polacy zajęli na ,Velikance” piąte miejsce. W tym sezonie, z wyjątkiem pierwszych zawodów w Villach, skakali bardzo słabo.

W Planicy zapowiada się bardzo ciekawa rywalizacja drużynowa. W klasyfikacji Pucharu Narodów liderami są Niemcy, którzy wyprzedzają Austriaków tylko o jeden punkt. Nie będzie natomiast walki o małą Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji lotów narciarskich, gdyż jest to jedyny taki konkurs w tym sezonie.

,Velikanka” od początku istnienia kojarzy się z pokonywaniem granic ludzkich możliwości. Skocznia została oddana do użytku w 1934 roku. Wtedy też odbyły się na niej pierwsze międzynarodowe zawody z udziałem najsłynniejszych skoczków norweskich, czeskich i austriackich. 25 marca Birger Ruud skokiem na 92 metry ustanowił rekord obiektu. 15 marca 1936 r. Austriak Sepp Bradl jako pierwszy pokonał granicę 100 metrów (skoczył 101,5 m). W 1938 roku zawody na ,Velikance” zostały oficjalnie wpisane do kalendarza Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS).

Na kartach historii ,mamuta” w Planicy chlubnie zapisał się także Polak. W 1987 roku rekord skoczni i świata ustanowił tam Piotr Fijas, uzyskując 194 metry. W 1994 roku miała miejsce następna modernizacja. Dzięki przeprowadzonym zmianom Toni Nieminen pokonał granicę 200 m. Fin skoczył 203 m. Obecnie rekord obiektu należy do Austriaka Andreasa Goldbergera. 18 marca 2000 roku ,Goldi” zaliczył 225 m.

Na kolejny rekord raczej się nie zanosi. W obawie o bezpieczeństwo zawodników FIS od jakiegoś czasu nie notuje oficjalnych rekordów świata. Jury każdego konkursu bardzo asekuracyjnie podchodzi do ustalenia wysokości rozbiegu, który w głównej mierze decyduje o długości skoku. Z drugiej strony forma, jaką ostatnio na mamuciej skoczni w Harrachovie zaprezentowali Hannawald, Martin Schmitt i Matti Hautamaeki, sprawia, że odległość jury (215 m) jest zagrożona.

Autor artykułu: JAROSŁAW GALUSEK

Ale to już było

Friday, March 22nd, 2002

Nowe władze Polskiego Związku Piłki Nożnej postawiły sobie za cel zmniejszenie liczby drużyn grających w ekstraklasie. Szeregi pierwszoligowców przetrzebić miały licencje, które wejdą w życie od następnego sezonu. Prezes Michał Listkiewicz przypuszczał, że sporo zespołów nie spełni surowych kryteriów. Okazało się jednak, że zagrożone karnym relegowaniem do II ligi kluby potrafiły zacisnąć pasa i nie tylko błyskawicznie montują na swoich stadionach dodatkowe krzesełka oraz sztuczne oświetlenie, ale także redukują zadłużenia wobec ZUS i Urzędów Skarbowych.

W tej sytuacji przed szereg wystąpił wiceprezes Zbigniew Boniek i, nie bacząc na fiasko wymyślonego przez siebie w tym sezonie podziału I ligi na grupy, zaproponował kolejną reformę. Otóż zgodnie z pomysłem ,Zibiego” od sezonu 2003/2004 w ekstraklasie występowałoby tylko 12 drużyn grających 22 mecze każdy z każdym w rundzie zasadniczej, a następnie podzielonych na dwie grupy – mistrzowską i spadkową. Z ligą żegnałyby się dwa ostatnie zespoły, zastępowane przez mistrza i wicemistrza II ligi, zaś te z miejsc 9 i 10 grałyby baraże z zespołami 3 i 4 z II ligi.

Projekt obecnie jest konsultowany przez rozmaite gremia futbolowej centrali, choć najpierw należałoby raczej sprezentować jego autorom parę książek o historii naszej ekstraklasy. W trakcie 68 sezonów I liga liczyła w naszym kraju od 9 drużyn w 1937 r. do 18 w latach 90. W okresie przedwojennym, ze względu na kłopoty finansowe klubów, liczebność najwyższej klasy rozgrywkowej zmieniała się niemal co roku. Po wojnie do 1960 r. mieliśmy ligę 12-zespołową, później przez 12 lat grało w niej 14 ekip, ale najdłużej, bo przez 21 sezonów obowiązywał skład 16-drużynowy i w zgodnej opinii pytanych przez nas fachowców właśnie on był najbardziej adekwatny do możliwości polskiego futbolu. Czterokrotnie w ekstraklasie rywalizowano w dwóch grupach, lecz na szczęście zawsze po roku odchodzono od tego pomysłu, podobnie jak szybko zrezygnowano z rozdętej ponad miarę ligi 18-zespołowej. Miejmy nadzieję, że teraz też rozsądek weźmie górę nad partykularnymi interesami, bo ostatnio nikt w Europie nie zmienia systemu rozgrywek częściej niż PZPN, a powrót do tego co było w latach 50. nawet w futbolu nie jest najlepszym pomysłem.

Autor artykułu: JACEK SROKA

Szansa w barażach

Wednesday, March 20th, 2002

Porażką 4:8 z gliwickim Jango zakończył rozgrywki halowej ekstraklasy Irex Sosnowiec. Podopieczni Jarosława Czuba zajęli 10 pozycję w tabeli i będą o miejsce w I lidze rywalizować w barażowym dwumeczu z chorzowskim Octobusem.
Ostatni ligowy pojedynek sosnowiczanie rozpoczęli doskonale. Już w 1 min. na strzał z dystansu zdecydował się Mariusz Berliński.

Z interwencją spóźnił się zasłonięty golkiper Jango Jakub Jasiński i piłka wylądowała w bramce. Goście dwie minuty później doprowadzili do remisu. Silnym uderzeniem z 9 m pod poprzeczką umieścił futbolówkę kapitan gliwiczan Mariusz Kubiak. W 8 min. błąd Łukasza Groszaka wykorzystał Jarosław Stępień, który z ostrego kąta umieścił piłkę w siatce. Za moment solowym rajdem, zakończonym celnym strzałem, popisał się Adam Międzik, jeszcze niedawno broniący barw sosnowieckiego klubu, i Jango prowadziło 3:1.

Straty gospodarzy zmniejszył Grzegorz Rajman, po którego uderzeniu z dystansu futbolówka wylądowała w “okienku” gliwickiej bramki. W 15 min. kolejny kąśliwy strzał Grzegorza Rajmana zdołał sparować Jakub Jasiński, który jednak był bezradny przy dobitce Arkadiusza Kloca.

Drużyna gliwicka odzyskała prowadzenie na początku drugiej części spotkania. W 22 min. technicznego strzału Tomasza Pawlika nie zdołał przeciąć Łukasz Groszak i po raz czwarty musiał wyjmować piłkę z siatki. Trzy minuty później, po składnej akcji Adama Międzika z Marcinem Rozumkiem, ten ostatni skierował futbolówkę do pustej bramki. W ciągu kolejnych paru minut dwukrotnie wytrzymałość sosnowieckich słupków silnymi strzałami sprawdzał Adam Międzik.

Nadzieje gospodarzy na uzyskanie korzystnego rezultatu przywrócił Arkadiusz Kloc, wykorzystując w 32 min. długi rzut karny podyktowany po faulu na Robercie Tokarczyku.

Przegrywając jedną bramką (4:5) sosnowiczanie wycofali bramkarza i ruszyli do zdecydowanych ataków. Gole zdobywali jednak goście. Najpierw Mariusz Kubiak strzałem z własnego pola karnego trafił do pustej sosnowieckiej bramki, a następnie jego wyczyn uderzeniem z połowy boiska skopiował Michał Kasperek, który wykorzystał niezdecydowanie Jacka Cisowskiego. Wynik spotkania ustalił tuż przed końcowym gwizdkiem sędziów Dariusz Zawadzki, wykorzystując długi rzut karny. Faulował Paweł Mironowicz.

Na “otarcie łez” pozostał sosnowiczanom sukces juniorów, którzy w przedmeczu pokonali 3:2 równieśników z Jango, obecnych wicemistrzów Polski. Gole dla Ireksu w tym spotkaniu zdobyli: Paweł Kapuściński, Grzegorz Wilk i Piotr Grzyb.

* Irex Sosnowiec – Jango Gliwice 4:8 (3:3). Bramki: 1:0 M. Berliński (1 min.), 1:1 Kubiak (3 min.), 1:2 Stępień (8 min.), 1:3 Międzik (9 min.), 2:3 Rajman (10 min.), 3:3 Kloc (15 min.), 3:4 Pawlik (22 min.), 3:5 Rozumek (25 min.), 4:5 Kloc (32 min. – długi karny), 4:6 Kubiak (39 min.), 4:7 Kasperek (40 min.), 4:8 Zawadzki (40 min. – długi karny).
Irex: Groszak – Tokarczyk, Badurak, Rajman, M. Berliński – Cisowski, Mironowicz, Kloc, Jarzmik.

Autor artykułu: (wow)

Muzyką naznaczeni

Wednesday, March 20th, 2002

Brawurowym koncertem swoich uczniów Państwowa Szkoła Muzyczna I stopnia im. Michała Spisaka rozpoczęła w piątek jubileuszowe obchody 10-lecia swojego istnienia. Uroczystościom towarzyszyć będzie okolicznościowa wystawa. Przygotowana w holu szkoły, przedstawia początki placówki, jej dzisiejszy obraz, prezentuje sukcesy i osiągnięcia nauczycieli oraz uczniów.

Pomysł powołania szkoły muzycznej narodził się w 1990 roku. Jego inicjatorami byli: Ryszard Gusnar, ówczesny dyrektor Pałacu Kultury Zagłębia, i Jerzy Talkowski, będący wtedy prezydentem miasta. Dzięki ich zaangażowaniu szkoła ruszyła 1 września 1991 roku, na jej inauguracji występował nawet Zespół Pieśni i Tańca “Śląsk”. Siedzibą szkoły został PKZ, jej pierwszym dyrektorem Ryszard Gusnar. Dzisiaj placówka mieści się w budynku dawnej Szkoły Podstawowej nr 6 przy ul. Wojska Polskiego. Od 2001 roku funkcjonuje, obok Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I stopnia, w ramach Zespołu Szkół Muzycznych.

- Dziesięć lat w życiu szkoły to właściwie dużo i mało. Przez ten jednak czas wkomponowaliśmy się już w życie miasta, nasi uczniowie biorą udział w różnych miejskich uroczystościach. Udział zaś w konkursach regionalnych czy ogólnopolskich, zdobywane nagrody i wyróżnienia powodują, że znają nas też w całej Polsce – mówi Zenon Dąbek, dyrektor Zespołu Szkół Muzycznych. – W zeszłym roku np., na Ogólnopolskich Przesłuchaniach Młodych Skrzypków w Olsztynie, Magda Stolarczyk z klasy Jana Kućmierczyka zajęła III miejsce, a na X Konfrontacjach Instrumentów Dętych w Oławie – drugą nagrodę zdobył Szymon Kmak z klasy waltorni Jerzego Ślęzaka. Od początku istnienia szkoły jesteśmy też organizatorami Śląskiego Konkursu Instrumentów Dętych. Jubileuszowy odbędzie się właśnie 15 i 16 kwietnia.

W ciągu minionych lat przez szkołę przewinęło się 870 uczniów. Dzieci uczą się w 4-letnim cyklu nauki (dla tych, którzy zaczynają się kształcić mając więcej niż 10 lat) i 6-letnim dla dzieci młodszych. Mają do wyboru: sekcję fortepianu i akordeonu, sekcję instrumentów smyczkowych i gitary (skrzypce, wiolonczela i gitara), sekcję instrumentów dętych i perkusji (flet, obój, klarnet, saksofon, waltornia, trąbka, puzon i perkusja) oraz sekcję przedmiotów teoretycznych (kształcenie słuchu, rytmika, audycje muzyczne, chór, orkiestra, zespoły kameralne).

Dzieci dwa razy w tygodniu uczą się grać na instrumentach, dwa razy mają też zajęcia teoretyczne i zajęcia z chóru. W pracy wspierają ich nie tylko nauczyciele, traktowani jako mistrzowie lub przewodnicy, ale także rodzice.

- Bardzo się cieszę, że w Dąbrowie Górniczej znalazło się miejsce dla szkoły muzycznej. Sama kiedyś chodziłam do takiej szkoły w Będzinie i to pieszo – mówi Jadwiga Włodarczyk, mama Krzysztofa, ucznia IV klasy fortepianu. – Atmosfera tutaj jest wspaniała, zaszczepia się miłość do muzyki, bardzo dobrze ukierunkowuje i prowadzi dzieci. One same chcą ćwiczyć, a z uczęszczania tutaj mają wiele radości.

Szkoła muzyczna pracuje “pełną parą”, mimo to zorganizowała jubileuszowe koncerty uczniów i absolwentów. Natomiast w najbliższy piątek, o godz. 16, zaprasza na koncert pedagogów.

Autor artykułu: LUCYNA STĘPNIEWSKA