Archive for March, 2002

Pobożny zwyczaj

Friday, March 29th, 2002

Mieszkańcy Świętoszowic, Przezchlebia i Ziemięcic należą do parafii Św. Jadwigi w Ziemięcicach. Od kilku lat parafianie mają nowego proboszcza, księdza Józefa Germana. Proboszcz, w porozumieniu z wiernymi, wprowadził nowy zwyczaj: każdego roku nabożeństwo Drogi Krzyżowej w ostatni piątek przed Wielkim Tygodniem odbywa się nie w kościele, lecz w plenerze.

Każdego roku w innej miejscowości. Dwa lata temu procesja przeszła przez Ziemięcice, rok temu przez Przezchlebie. W tym roku przez Świętoszowice. Jednak zawsze za krzyżem idą mieszkańcy wszystkich trzech miejscowości.

- Dawniej tylko kilka razy cała parafia spotykała się na Drodze Krzyżowej, która prowadziła przez pola – wspomina Gertruda Kowolik ze Świętoszowic.

- Trasę ustaliliśmy tak, by biegła bocznymi drogami, przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo. Ale i ksiądz mówił, że skupienie będzie większe – wyjaśniała Gabriela Woźnica ze Świętoszowic. Należy do zespołu Wesołe Kumoszki, jednego z organizatorów nabożeństwa. Kobiety przy pierwszej stacji odśpiewały pierwszą pieśń “Mistrzu mój…”.

Wesołe Kumoszki zamówiły w agencji poligraficznej obrazki ilustrujące każdą z czternastu stacji. Oprawiono je w drewniane ramy. Mężczyźni rozwieszali je po wsi na kilka godzin przed nabożeństwem.

- Dwa lata temu mieliśmy tylko karteczki oznaczające stacje. Następnego roku były już krzyżyki przy każdej z nich. W tym roku mamy już obrazki. Wygląda to coraz lepiej – chwali parafian proboszcz.

Parafianie, dorośli, a także dzieci przygotowali rozważania, którymi dzielili się przy każdej stacji. Każdy z nich reprezentował jakąś grupę mieszkańców: zespoły, Ochotniczą Straż Pożarną, przedszkolaków czy Dzieci Maryi.

- Ważne jest, by dotrzeć do ludzi ze słowem – wyjaśniał nam przed nabożeństwem proboszcz. – Każda stacja ma dla nich własne podteksty. Wiadomo, że dorośli inaczej to przeżywają niż młodzi. Myślą o problemach z dziećmi, mężem. Ktoś przypomina sobie chwilę, gdy płakał… Każda Droga Krzyżowa to jest szczególne nabożeństwo. O ile Droga Krzyżowa idąca przez miasto może stać się swego rodzaju manifestacją, to tu, na wsi, każdy wie, po co przychodzi, ze szczególną intencją.
Dwukilometrowa Droga Krzyżowa zakończyła się przy murowanym krzyżu na ulicy Mikulczyckiej. Zapadający półmrok rozświetlały pochodnie umocowane wokół krzyża, symbolizujące Boży Grób.

Autor artykułu: MONIKA PACUKIEWICZ

Starożytne skorupy

Friday, March 29th, 2002

Na dwa dni przed zakończeniem prac archeologicznych, w okolicach folwarku przy ul. Kontnego badacze odkryli resztki ceramiczne z wczesnego średniowiecza.

– Badania sondażowe prowadziliśmy przy ścianie północnej i zachodniej budynku tzw. owczarni. Od północnej strony udało się nam dokopać do kamiennego bruku z XIX-wieku, znajdującego się na głębokości trzydziestu centymetrów. Najciekawszego odkrycia dokonaliśmy badając skarpę obok budynku. Tam udało się nam znaleźć jamę zasobową z resztkami ceramicznymi – powiedział Arkadiusz Tarasiński, szef firmy archeologicznej “Castrum” prowadzącej na zlecenie miasta badania w Lędzinach.

Według archeologów odkopane skorupy garnka stylistycznie nawiązują do wczesnośredniowiecznej ceramiki, a nawet czasów rzymskich. – Powierzchnia jest chropowana, lekko tylko obtaczana na kole garncarskim – stwierdził jeden z archeologów.

Przez pięć miesięcy archeolodzy z “Castrum” prowadzili badania w Lędzinach. Prowadząc wykopaliska pod kościołem św. Klemensa natrafili na średniowieczne cmentarzysko z dwunastoma grobami. Szkielety dwóch kobiet i mężczyzny odkopano w stanie nienaruszonym.

Autor artykułu: (bj)

Lekkoatleci dobrze spisali się w Dortmundzie

Friday, March 29th, 2002

Lekkoatleci z rydułtowskich szkół wrócili niedawno z szóstej już edycji międzynarodowych zawodów młodzieżowych w niemieckim Dortmundzie. Na osiem reprezentacji biorących udział w imprezie, rydułtowianie zajęli drużynowo siódme miejsce.

- Biorąc pod uwagę liczebność i wielkość Rydułtów wobec innych miast, które były tam reprezentowane, wypadliśmy bardzo dobrze. Rywalizowaliśmy z takimi miastami jak Dortmund, Zwickau, Lund czy Budapeszt – mówi Bogdan Bojko z Wydziału Kultury i Sportu rydułtowskiego magistratu.

Dobre wyniki

W tym roku na zawody pojechało w sumie 53 rydułtowian. Trzy osoby reprezentowały Urząd Miasta, trzon ekipy stanowili młodzież i jej opiekunowie. Był to już szósty wyjazd miejscowych lekkoatletów do Niemiec. Rydułtowy są jedynym miastem reprezentującym Polskę na międzynarodowej imprezie w Dortmundzie.

- Współpraca rozpoczęła się wiele lat temu. Z roku na rok zawody rozszerzają się na kolejne kraje. Tym razem było już osiem ekip. Oprócz nas przyjechały drużyny ze Szwecji, Holandii, Wielkiej Brytanii, Jugosławii i Węgier. Były też dwie ekipy niemieckie: z Dortmundu i Zwickau – relacjonuje Bogdan Bojko.

Zawodnicy rywalizowali w typowych dyscyplinach lekkoatletycznych. Na słynnej hali Borussii rozgrywano biegi na 60 metrów i biegi na średnich dystansach (800 m dziewczyny, 1000 m chłopcy). Były też skoki w dal i wzwyż, pchnięcie kulą oraz biegi sztafetowe. Lekkoatleci zostali podzieleni na trzy kategorie wiekowe: do 11 lat, od 12 do 13 lat oraz od 14 do 15 lat.

Największy sukces w rydułtowskiej ekipie odniosła Teresa Lach, uczennica Gimnazjum nr 2. Zajęła pierwsze miejsce w swojej kategorii w biegu na 60 metrów (uzyskując czas 7,9 s.). Dobrze spisało się też kilku innych reprezentantów miasta. Łukasz Postawka z Gimnazjum nr 2 dwukrotnie stawał na podium. Zajął drugie miejsca w biegu na 60 metrów oraz w skoku w dal. Trzeci w skoku w dal (w najmłodszej kategorii) był jego kolega Mateusz Cyroń ze Szkoły Podstawowej nr 3. W skoku wzwyż czwarte miejsce wywalczyła Magda Kolarczyk z SP nr 2. Piąty w tej samej konkurencji był Tomek Marcisz z SP3. Czwarte miejsce w pchnięciu kulą zajął natomiast Sebastian Kwaśny z Gimnazjum nr 1. To głównie wyniki tych zawodników złożyły się na końcową wysoką klasyfikację rydułtowskiej ekipy.

Po zawodach kankan

Wyjazd do Dortmundu jest wielką atrakcją nie tylko ze względu na zawody sportowe. Spotkanie z kolegami z innych krajów pozwala nawiązywać nowe przyjaźnie i szlifować języki obce. Wyjazd to także okazja do zwiedzenia Dortmundu i okolic.

- Dlatego co roku o zakwalifikowanie się do ekipy rywalizuje duża grupa dzieci i młodzieży ze wszystkich miejscowych szkół. Są to najczęściej osoby, które na co dzień zajmują się lekkoatletyką i osiągają w tym sporcie dobre wyniki. Możliwość wyjazdu do Niemiec na pewno jeszcze bardziej zachęca je do wysiłku – dodaje Bojko.

Podczas tegorocznej wizyty młodzi rydułtowianie nie tylko błyszczeli formą sportową. Okazali się świetni w występach na scenie. Podczas pożegnalnej uroczystości z fantazją odtańczyli kankana. Nagrodzono ich brawami na stojąco, gdy okazało się, że część tancerek, to… ubrani w spódnice chłopcy.

Tegoroczny wyjazd lekkoatletów do Niemiec sfinansowały Urząd Miasta oraz fundacja Polsko-Niemiecka Wymiana Młodzieży. Koszty zakwaterowania, wyżywienia i pobytu rydułtowian pokrywali organizatorzy imprezy.

Autor artykułu: MIROSŁAWA KSIĄŻEK

Będą dwa kina?

Thursday, March 28th, 2002

Warszawska spółka Vision Film Distribution, zajmująca się dystrybucją kinową i wideo oraz produkcją filmową, zamierza uruchomić kino jedynie na górnej kondygnacji domu towarowego Schott. Zrezygnowała z sal dawnego kina Wolność.

Budowa multikina przy al. Kościuszki rozpoczęła się wiosną ubiegłego roku. Multipleks miał powstać w miejscu starej blaszanej części Schotta, na nadbudówce domu handlowego oraz w pomieszczeniach dawnego kina Wolność. Budowane przez firmę Schott piętro wydzierżawiła warszawska firma Kinoplex (dawna Echo Cinema), która miała zająć się wykończeniem obu części multikina: Schotta i Wolności, wystrojem wnętrz i wyposażeniem obiektu. Kinopleks zakwestionował zasadność części wydatków Schotta na budowę. Częstochowska spółka sprzedała więc piętro domu towarowego Vision Film Distribution. Warszawska firma rozważała ewentualną współpracę z Kinopleksem i wykupienie sal dawnego kina Wolność. Zdecydowała jednak działać oddzielnie – tylko na piętrze Schotta. Czy w takiej sytuacji Kinoplex zdecyduje się na dokończenie inwestycji w salach Wolności? Czy powstaną dwa kina obok siebie?

- Na razie nie mamy oficjalnych informacji od Vision, że rezygnują z Wolności – mówi Marek Frączyk, dyrektor ds. inwestycji warszawskiej firmy Kinoplex. – Nawet jeśli tak będzie, dokończymy przebudowę Wolności i uruchomimy dwie sale z kawiarenką internetową. Będą w Częstochowie dwa kina. Na Zachodzie to się zdarza, że kina sąsiadują ze sobą nawet przez ścianę.

Autor artykułu: VIOLETTA GRADEK

Artystyczny dorobek

Thursday, March 28th, 2002

W doborowym gronie znalazło się dwóch lublińczan związanych z programem Pelikan – Marek Anczyk, instruktor rzeźby, absolwent Studium Wiedzy o Sztuce Politechniki Krakowskiej oraz Wiesław Drynda, stały bywalec miejscowych wystaw. Okazją do twórczego spotkania był dwudniowy Międzynarodowy Plener Malarski dla Osób Niepełnosprawnych odbywający się w zabytkowych wnętrzach kopalni w Wieliczce i Bochni.

- Była to – mówi Wiesław Drynda – już trzecia tego typu impreza, w której uczestniczyłem. Spotkania dają nam bardzo wiele – można tu spotkać oddanych sztuce ludzi i to nie tylko z całej Polski, wymienić opinie, czegoś się nauczyć.

Po wybraniu sobie miejsca w jednej z czternastu komór ekspozycyjnych muzeum w Wieliczce oraz motywu związanego z górnictwem solnym, artyści przystąpili do dzieła. Wiesław Drynda uwiecznił na swoim płótnie XVIII-wieczny wózek służący górnikom. Marek Anczyk, który okazał się jedynym rzeźbiarzem, nie namyślając się długo, usadowił się na swej kurtce obok figury św. Kingi i zabrał się do pracy nad jej podobizną.

W swym kawałku drewna ,fedrował” mozolnie także przez całą noc niczym górnik, tyle że za pomocą rzeźbiarskiego dłuta. Dzięki temu jako jedyny uczestnik pleneru ukończył na miejscu swe dzieło. Pozostali po dopracowaniu szczegółów w domach, przekażą je na poplenerową wystawę, która prezentowana będzie pod koniec maja w Wieliczce, a następnie w Bochni i w Krakowie.

Autor artykułu: (ank)

Porozumienie ciepłowni z miastem za miesiąc

Thursday, March 28th, 2002

Proszę, aby członkowie wspólnot z Tysiąclecia uzbroili się w cierpliwość. Zaraz po świętach spotkam się z prezesem Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej TBS Sp. z o.o. i omówimy sprawę rozliczeń za centralne ogrzewanie – apeluje prezes Przedsiębiorstwa Energetycznego Systemy Ciepłownicze SA Zbigniew Majorczyk.

Jesienią ub. roku wspólnoty z Tysiąclecia Południe wypowiedziały Zakładowi Gospodarki Mieszkaniowej część umowy o administrowanie zasobami, a konkretnie punkt dotyczący pośrednictwa w rozliczeniach za centralne ogrzewanie. Po nieudanych próbach zapobieżenia temu ZGM musiał uznać się za pokonanego. Jednak dopiero w styczniu tego roku prezes Edward Stępniak powiadomił wspólnoty, że umowa wygasła z dniem 31 stycznia 2001 roku. Ich członkowie już wówczas byli zaniepokojeni tym, że nie mają umów z ciepłownią a uniemożliwiał im to brak porozumienia administratora budynków z PESC SA. Interweniowali u prezydenta miasta Wiesława Marasa. Ten obiecał rozwiązać sprawę do 18 lutego. Kiedy upłynął ten termin, odpowiedziano członkom wspólnot, że żadne dodatkowe porozumienie nie jest konieczne. Ciepłownia powinna zawrzeć z odbiorcami umowy, a jeśli tak się nie stało to jest wyłącznie wina zarządu ciepłowni. Dwukrotnie potwierdzał to rzecznik prasowy Urzędu Miasta.

Teraz jednak okazuje się, że takie porozumienie jest konieczne. Tyle że nie można go zawrzeć. Ze sprawą od początku musi zapoznać się nowy prezes przedsiębiorstwa, Zbigniew Majorczyk. Spotkał się już z członkami komitetu reprezentującego wspólnoty. Zaproponował im wówczas, aby wszystko pozostało po staremu. Jednak druga strona nie chciała o tym nawet słyszeć, dlatego ciepłownia wróci do rozmów.

- Służby gromadzą dokumentację i zaraz po świętach spotkam się z prezesem Stępniakiem. Jednak nie mogę niczego przyrzec. Do końca miesiąca powinienem udzielić odpowiedzi. Choć może to nastąpić jeszcze wcześniej – powiedział prezes Majorczyk.

Tymczasem sytuacja członków wspólnot jest nie do pozazdroszczenia. Od początku roku część z nich nie wnosi opłat za centralne ogrzewanie, bo nie wiedzą, komu mają płacić skoro już nie reprezentuje ich ZGM, a nie mają umowy z ciepłownią. Grozi im, że potem dostawca naliczy im karne odsetki. Ta zaś część właścicieli mieszkań, która płaci, została powiadomiona przez pracowników ZGM, że pieniądze nie trafią wcale do kasy ciepłowni, lecz będą zaliczane na konto roszczeń zgłoszonych przez ZGM.

Administrator w poprzednim sezonie grzewczym wprowadził bez uprzedzenia indywidualne rozliczenia ciepła. Od części odbiorców zażądał bardzo dużych wyrównań za zwiększone zużycie ciepła. Ci zakwestionowali wówczas taki sposób postępowania i zasady rozliczania. Teraz zaś sami zanoszą pieniądze ZGM-owi. Płacą temu, komu nie chcieli. Nie płacą zaś za gorącą wodę doprowadzaną do kaloryferów. A ponieważ nie mają umowy, im także grożą karne odsetki. Tego się przynajmniej obawiają.

Wspólnoty trawi niepewność, jak powinny postąpić. Niestety, na nich skupią się skutki wszystkich błędnych decyzji i opóźnień.

Autor artykułu: WIESŁAW PASZKOWSKI

Oświęcimianie po raz piąty z rzędu, a szósty w historii zostali mistrzami Polski

Wednesday, March 27th, 2002

Siódmy mecz finałów MP cieszył się ogromnym zainteresowaniem kibiców. W wypełnionej nadkompletem widzów małej hali Spodka wolne miejsca były tylko na ławce kar, a blisko tysiąc osób odeszło spod kas z kwitkiem. Fani obydwu drużyn nie żałowali gardeł dopingując swoich ulubieńców i choć kilka razy trzeba było przerywać spotkanie, gdyż na tafli lądowały różne przedmioty, to jednak służby porządkowe nie miały zbyt wiele pracy.

Podbudowani niedzielną wygraną w Oświęcimiu goście wyszli na lód bardziej skoncentrowani i już w 5 min. objęli prowadzenie po indywidualnej akcji Mariusza Jakubika. – Wykorzystałem błąd obrońców GKS i znalazłem się w sytuacji sam na sam z bramkarzem strzelając obok Marka Batkiewicza – stwierdził skromnie napastnik Dworów, który przed dziewięcioma dniami obchodził 20. urodziny. Unia w tej odsłonie przeprowadziła jeszcze kilka groźnych kontrataków, których nie potrafili sfinalizować Leszek Laszkiewicz i Roman Kelner.

Katowiczanie atakowali, ale naprawdę gorąco pod bramką oświęcimian zrobiło się dopiero w II tercji. Gospodarze momentami zamykali rywali w ich tercji obronnej, lecz poza szansą Wojciecha Tkacza nie potrafili wypracować sobie dogodnych okazji strzeleckich. Goście bronili się i czyhali na okazję do kontry. W 28. minucie na strzał z niebieskiej linii zdecydował się Matej Bukna i zasłonięty Batkiewicz po raz drugi tego dnia przepuścił krążek do siatki. – Taka była właśnie nasza taktyka na to spotkanie. Wybijać rywala z uderzenia, a kiedy tylko nadarzy się okazja, strzelać na bramkę GKS – stwierdził Laszkiewicz.

Oświęcimianie chyba nieco za długo cieszyli się ze zdobycia drugiego gola, bo już 18 sekund po wznowieniu gry katowiczanie strzelili kontaktową bramkę. Po akcji trzeciego ataku Marcin Słodczyk otrzymał dokładne podanie zza bramki i pokonał Tomasza Jaworskiego. GKS ruszył do natarcia i jeszcze w tej tercji miał trzy znakomite okazje do wyrównania, ale z najbliższej odległości nie potrafili skierować krążka do siatki Marek Trybuś, Robert Grobarczyk i Duszan Adamczik.

W ostatniej tercji nadal przewagę mieli gospodarze – minimalnie niecelnie strzelali Pavel Urban i Piotr Gil – lecz Unia mądrze się broniła. Oświęcimianie wyprowadzali przy tym groźne kontry i w 53 min. po jednym z nich Mariusz Puzio trafił w słupek. Emocje sięgnęły szczytu w ostatnich minutach meczu, kiedy na ławkę kar powędrował kapitan Unii Waldemar Klisiak. GKS grał z przewagą jednego zawodnika i parę razy pod bramką Dworów solidnie się zakotłowało. Zamiast krążka do siatki trafił jednak Mariusz Dulęba i katowiczanom nie udało się doprowadzić do remisu.

- Straciliśmy w tym meczu dwie głupie bramki. Niezbyt dobrze dysponowany był też sędzia, który nie widział faulów oświęcimian – stwierdził obrońca GKS Marek Szymański, a bramkarz Marek Batkiewicz dodał: – Bardzo szybko straciliśmy gola. Potem Unii łatwiej było się bronić, a my nie potrafiliśmy wykorzystać dwóch okresów gry w przewadze. Wielka szkoda, bo mistrzostwo było w zasięgu ręki.
Po końcowej syrenie w obozie oświęcimskim zapanowała ogromna radość. Strzeliły korki od szampanów, a taflę zalały strumienie wina z bąbelkami. – Cieszę się, że tylko raz w dwóch ostatnich meczach musiałem wyciągać krążek z siatki. Jesteśmy wszyscy ogromnie zmęczeni, ale też bardzo szczęśliwi. To mój pierwszy tytuł mistrzowski i jestem bardzo zadowolony, że trafiłem do takiej drużyny – powiedział Jaworski, a Puzio dodał: – Zostałem mistrzem Polski już po raz dziesiąty, ale ten tytuł kosztował mnie najwięcej zdrowia.

Katowiczanie po odebraniu srebrnych medali również otworzyli szampany, ale ich trunek miał zupełnie inny smak. Specjalnie przygotowane koszulki z napisem mistrz Polski 2002 zostały w szatni, a zasmucony II trener GKS Andrzej Fonfara stwierdził: – W 1970 r. jako zawodnik wywalczyłem ostatni tytuł mistrzowski dla Katowic. Ciągle czekam na powtórkę tamtego sukcesu, ale jakoś od 32 lat nie mogę się doczekać…

* * *

GKS Katowice – Dwory Unia Oświęcim
1:2 (0:1, 1:1, 0:0)

Bramki: dla GKS – Marcin Słodczyk (29); a dla Unii – Mariusz Jakubik (5), Matej Bukna (28). Kary: GKS – 18 minut w tym 10 minut za niesportowe zachowanie dla Pavla Urbana, Unia – 6 minut. Widzów 2500. Stan rywalizacji w play off 4:3 dla Unii.

GKS: Batkiewicz – Mareczek, Łabuz, Hajnos, Trybuś, Podlipni – Gil, Urban, Tkacz, Stebnicki, Adamczik – Szymański, Niedźwiedź, Grobarczyk, Słodczyk, Jóźwik – Furo, Koszowski, Wołkowicz.
UNIA: Jaworski – Cinalski, Gonera, Klisiak, Parzyszek, Puzio – Zamojski, Bukna, Wojciechowski, Kelner, Laszkiewicz – Dulęba, Kłys, Wieloch, Jakubik, Kotoński.

Jan Novotny (trener Katowic):
- Takiego hokejowego finału jeszcze w Polsce nie było. Dzisiejszy mecz znów był bardzo wyrównany. Zabrakło nam gola w końcówce, choć było sporo okazji. Szczęście było dziś przy Unii, ale my nie mamy się czego wstydzić. Jeśli chodzi o zachowanie Urbana, to nie mam słów na określenie tak bezsensownego osłabienia drużyny.

Karel Suchanek (trener Unii):
- To mój największy sukces w karierze trenerskiej. Po raz ostatni cieszyłem się tak na lodowisku, kiedy wywalczyłem z Opavą awans do czeskiej ekstraligi. Drużyna Unii przechodziła w trakcie sezonu kryzys, ale wiedzieliśmy jaka jest jego przyczyna. Potrafiliśmy temu zaradzić i forma przyszła w odpowiednim momencie.

Autor artykułu: JACEK SROKA

Koncert dla Profesora

Wednesday, March 27th, 2002

31 stycznia minęła 4. rocznica śmierci profesora Karola Stryji – pedagoga, mistrza batuty, długoletniego dyrektora Filharmonii Śląskiej w Katowicach i twórcy Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. G. Fitelberga. Z tej okazji dzisiaj o godz. 18 w Kościele Jezusowym w Cieszynie odbędzie się uroczysty koncert ,Stryja in memoriam”, w którego programie znajdzie się jedno z najwybitniejszych dzieł literatury muzycznej, Requiem d-moll Wolf-ganga A. Mozarta.

W wieczorze wystąpią Elżbieta Grodzka-Łopuszyńska (sopran), Regina Gowarzewska-Griessgaber (alt), Maciej Bartczak (tenor), Maciej Komandera (bas) oraz Śląska Orkiestra Kameralna i Chór Kameralny ,Absolwent” ze Skoczowa pod dyrekcją Jana Wincentego Hawela. Wstęp na koncert jest bezpłatny.

Autor artykułu: (two)

Wyjęci z anonimowości

Wednesday, March 27th, 2002

To jest antyksiążka. Nie ma w niej numeracji stron. Nie opowiada też o sławnych ludziach. To opowieść o prostych, nikomu nieznanych Ślązakach, ich mentalności i sposobie życia

Mówił tak Grzegorz Sztoler, autor tomu “Berta i Ludwik”, archiwista “DZ”, podczas pszczyńskiej promocji swej trzeciej książki. Przyszła na nią rodzina autora i przyjaciele, przybyli promotor pracy doktorskiej Sztolera, profesor Antoni Barciak i Bogdan Ścibut, prezes Prasy Śląskiej, wydawcy “DZ”.

Prof. Antoni Barciak książkę swojego studenta ocenił jako cenny wkład w popularyzowanie śląskiej kultury. – O dziejach Śląska niewiele mówi się na ogólnopolskich konferencjach naukowych. Zapomina się, że właśnie tutaj historia Polski ma swoje korzenie – przypomniał.

- Najpierw trzeba zakochać się w swojej małej ojczyźnie, aby móc dostrzec walory innego regionu – powiedział autor.

Dr Jan Czempas, wykładowca Akademii Ekonomicznej w Katowicach, podkreślił że wydanie dwustu egzemplarzy książki autor sfinansował z własnej kieszeni, nie bojąc się ryzyka wydawniczego. Uważa, że pozycja ta jest małym krokiem do przypomnienia, jak żyło się w tradycyjnych śląskich rodzinach. Ocala od zapomnienia śląskie wartości i trudy życia, a także rozterki zwykłych ludzi.

Autor artykułu: JOANNA KRAWIEC

W ogródku do północy

Tuesday, March 26th, 2002

Po raz kolejny powróciła pod obrady Rady Miejskiej w Katowicach uchwała dotycząca godzin otwierania i zamykania placówek handlowych, gastronomicznych oraz usługowych.

- Jest to konsekwencja zmiany przepisów o samorządzie gminnym oraz decyzji NSA w Gliwicach, który nakazał równe traktowanie wszystkich podmiotów gospodarczych. Dlatego musieliśmy zmienić uchwałę i wprowadziliśmy zapis, że w ciągu dnia można handlować między godz. 6 a 22, natomiast nocą obostrzenia dotyczą tylko 6 sklepów – wyjaśnia Anna Łuczak, naczelnik Wydziału Działalności Gospodarczej katowickiego Urzędu Miejskiego.

Nocą mogą być czynne placówki świadczące usługi hotelarskie, turystyczne, rekreacyjne oraz w zakresie organizacji przyjęć, pomoc drogowa, stacje paliw, zakłady pogrzebowe i parkingi oraz placówki handlu detalicznego usytuowane w budynkach nie spełniających funkcji mieszkaniowej, a także lokale gastronomiczne.

Autor artykułu: (BL)