Siódmy mecz finałów MP cieszył się ogromnym zainteresowaniem kibiców. W wypełnionej nadkompletem widzów małej hali Spodka wolne miejsca były tylko na ławce kar, a blisko tysiąc osób odeszło spod kas z kwitkiem. Fani obydwu drużyn nie żałowali gardeł dopingując swoich ulubieńców i choć kilka razy trzeba było przerywać spotkanie, gdyż na tafli lądowały różne przedmioty, to jednak służby porządkowe nie miały zbyt wiele pracy.
Podbudowani niedzielną wygraną w Oświęcimiu goście wyszli na lód bardziej skoncentrowani i już w 5 min. objęli prowadzenie po indywidualnej akcji Mariusza Jakubika. – Wykorzystałem błąd obrońców GKS i znalazłem się w sytuacji sam na sam z bramkarzem strzelając obok Marka Batkiewicza – stwierdził skromnie napastnik Dworów, który przed dziewięcioma dniami obchodził 20. urodziny. Unia w tej odsłonie przeprowadziła jeszcze kilka groźnych kontrataków, których nie potrafili sfinalizować Leszek Laszkiewicz i Roman Kelner.
Katowiczanie atakowali, ale naprawdę gorąco pod bramką oświęcimian zrobiło się dopiero w II tercji. Gospodarze momentami zamykali rywali w ich tercji obronnej, lecz poza szansą Wojciecha Tkacza nie potrafili wypracować sobie dogodnych okazji strzeleckich. Goście bronili się i czyhali na okazję do kontry. W 28. minucie na strzał z niebieskiej linii zdecydował się Matej Bukna i zasłonięty Batkiewicz po raz drugi tego dnia przepuścił krążek do siatki. – Taka była właśnie nasza taktyka na to spotkanie. Wybijać rywala z uderzenia, a kiedy tylko nadarzy się okazja, strzelać na bramkę GKS – stwierdził Laszkiewicz.
Oświęcimianie chyba nieco za długo cieszyli się ze zdobycia drugiego gola, bo już 18 sekund po wznowieniu gry katowiczanie strzelili kontaktową bramkę. Po akcji trzeciego ataku Marcin Słodczyk otrzymał dokładne podanie zza bramki i pokonał Tomasza Jaworskiego. GKS ruszył do natarcia i jeszcze w tej tercji miał trzy znakomite okazje do wyrównania, ale z najbliższej odległości nie potrafili skierować krążka do siatki Marek Trybuś, Robert Grobarczyk i Duszan Adamczik.
W ostatniej tercji nadal przewagę mieli gospodarze – minimalnie niecelnie strzelali Pavel Urban i Piotr Gil – lecz Unia mądrze się broniła. Oświęcimianie wyprowadzali przy tym groźne kontry i w 53 min. po jednym z nich Mariusz Puzio trafił w słupek. Emocje sięgnęły szczytu w ostatnich minutach meczu, kiedy na ławkę kar powędrował kapitan Unii Waldemar Klisiak. GKS grał z przewagą jednego zawodnika i parę razy pod bramką Dworów solidnie się zakotłowało. Zamiast krążka do siatki trafił jednak Mariusz Dulęba i katowiczanom nie udało się doprowadzić do remisu.
- Straciliśmy w tym meczu dwie głupie bramki. Niezbyt dobrze dysponowany był też sędzia, który nie widział faulów oświęcimian – stwierdził obrońca GKS Marek Szymański, a bramkarz Marek Batkiewicz dodał: – Bardzo szybko straciliśmy gola. Potem Unii łatwiej było się bronić, a my nie potrafiliśmy wykorzystać dwóch okresów gry w przewadze. Wielka szkoda, bo mistrzostwo było w zasięgu ręki.
Po końcowej syrenie w obozie oświęcimskim zapanowała ogromna radość. Strzeliły korki od szampanów, a taflę zalały strumienie wina z bąbelkami. – Cieszę się, że tylko raz w dwóch ostatnich meczach musiałem wyciągać krążek z siatki. Jesteśmy wszyscy ogromnie zmęczeni, ale też bardzo szczęśliwi. To mój pierwszy tytuł mistrzowski i jestem bardzo zadowolony, że trafiłem do takiej drużyny – powiedział Jaworski, a Puzio dodał: – Zostałem mistrzem Polski już po raz dziesiąty, ale ten tytuł kosztował mnie najwięcej zdrowia.
Katowiczanie po odebraniu srebrnych medali również otworzyli szampany, ale ich trunek miał zupełnie inny smak. Specjalnie przygotowane koszulki z napisem mistrz Polski 2002 zostały w szatni, a zasmucony II trener GKS Andrzej Fonfara stwierdził: – W 1970 r. jako zawodnik wywalczyłem ostatni tytuł mistrzowski dla Katowic. Ciągle czekam na powtórkę tamtego sukcesu, ale jakoś od 32 lat nie mogę się doczekać…
* * *
GKS Katowice – Dwory Unia Oświęcim
1:2 (0:1, 1:1, 0:0)
Bramki: dla GKS – Marcin Słodczyk (29); a dla Unii – Mariusz Jakubik (5), Matej Bukna (28). Kary: GKS – 18 minut w tym 10 minut za niesportowe zachowanie dla Pavla Urbana, Unia – 6 minut. Widzów 2500. Stan rywalizacji w play off 4:3 dla Unii.
GKS: Batkiewicz – Mareczek, Łabuz, Hajnos, Trybuś, Podlipni – Gil, Urban, Tkacz, Stebnicki, Adamczik – Szymański, Niedźwiedź, Grobarczyk, Słodczyk, Jóźwik – Furo, Koszowski, Wołkowicz.
UNIA: Jaworski – Cinalski, Gonera, Klisiak, Parzyszek, Puzio – Zamojski, Bukna, Wojciechowski, Kelner, Laszkiewicz – Dulęba, Kłys, Wieloch, Jakubik, Kotoński.
Jan Novotny (trener Katowic):
- Takiego hokejowego finału jeszcze w Polsce nie było. Dzisiejszy mecz znów był bardzo wyrównany. Zabrakło nam gola w końcówce, choć było sporo okazji. Szczęście było dziś przy Unii, ale my nie mamy się czego wstydzić. Jeśli chodzi o zachowanie Urbana, to nie mam słów na określenie tak bezsensownego osłabienia drużyny.
Karel Suchanek (trener Unii):
- To mój największy sukces w karierze trenerskiej. Po raz ostatni cieszyłem się tak na lodowisku, kiedy wywalczyłem z Opavą awans do czeskiej ekstraligi. Drużyna Unii przechodziła w trakcie sezonu kryzys, ale wiedzieliśmy jaka jest jego przyczyna. Potrafiliśmy temu zaradzić i forma przyszła w odpowiednim momencie.
Autor artykułu: JACEK SROKA