Tyszanie ostatnie spotkanie rozegrali tydzień temu. Gdańszczanie w niedzielę walczyli jeszcze z GKS Katowice. Na tafli w Tychach nie było jednak tego widać i w pierwszej odsłonie obie strony stworzyły kilka dogodnych szans na zdobycie bramki. Szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy w 17 minucie meczu. Z niebieskiej linii strzelał Łukasz Mejka, Tomasz Wawrzkiewicz obronił, jednak dobitka Wojciecha Majkowskiego była bardzo skuteczna.
- To moja najważniejsza bramka w życiu, poza tym pierwsza w serii play off. Przyznaję, że nie trafiłem czysto w krążek. Czy to teraz jednak ważne? Po zawodnikach z Gdańska widać, że stoczyli morderczy bój w półfinale. Dlatego wydaje mi się, że jesteśmy w stanie ich ograć – mówił po meczu młody napastnik GKS.
W drugiej tercji szczęście sprzyjało gospodarzom. Stoczniowcy, w szczególności Roman Skutchan starali się uprzykrzać życie Mariuszowi Kiecy. Ten jednak bronił bardzo dobrze. W jednym wypadku bramkarza GKS zastąpił Dalibor Rzimsky, efektownie blokując krążek zmierzający do siatki po uderzeniu Bartłomieja Wróbla.
W ostatniej odsłonie tyszanie nie pozwalali już na wiele gościom. Na rozstrzygającą akcję trzeba było jednak czekać aż do 57 minuty. Karel Horny otrzymał podanie od Jaroslava Smolika i po efektownym rajdzie przez ponad połowę lodowiska, przerzucił krążek nad rozpaczliwie interweniującym Wawrzkiewiczem. Mecz zakończyła fantastyczna parada Kiecy po strzale z bliska Roberta Suchomskiego.
GKS Tychy – Stoczniowiec Gdańsk 2:0 (1:0, 0:0, 1:0). Bramki: Wojciech Majkowski (17), Karel Horny (57). Kary: GKS – 6, Stoczniowiec – 28 minut. Widzów: 800. Stan rywalizacji: 1:0 dla GKS.
GKS: Kieca – Trzópek, Gretka, Smolik, Rzimsky, Horny – Mejka, Zeman, Gurazda, W. Majkowski, Ćwikła – K. Majkowski, Śmiełowski, Ślusarczyk, Demkowicz, Słaboń.
Autor artykułu: JERZY GOŚCIŃSKI