Tajemnicze milczenie wokół parkowej fundacji

March 14th, 2002

Fundacja dla Wojewódzkiego Parku i Wypoczynku powstała w 1991 roku. W jej statucie jako cele działalności wpisano m.in. wspieranie WPKiW we wszystkich poczynaniach zmierzających do rozwoju parku, pomnażania i uzupełnianie jego majątku. W tym samym dokumencie znalazł się zapis o prowadzeniu działalności gospodarczej. Uzyskiwane dzięki niej środki mają służyć renowacji zieleni i obiektów WPKiW.

Ostatnia wpłata, jaką ze strony fundacji odnotowano w WPKiW, opiewa na kwotę 200 tys. zł i pochodzi z 1999 roku. Fundacja uaktywniła się za czasów niedawno odwołanego zarządcy WPKiW Eugeniusza Morawskiego. Rozprowadzała grafiki znanych artystów, by zdobyć fundusze dla parku, organizowała też giełdy sprzętu narciarskiego w hali “Kapelusz”. Wspomagała ZOO.

W ubiegły wtorek spotkał się zarząd fundacji. Zdecydowano, że nie będzie ona już prowadzić działalności gospodarczej, a ludzie zaangażowani w jej pracę będą udzielać się wyłącznie na zasadzie wolontariatu. Do nowego zarządu powołano m.in. Andrzeja Malca, zastępcę dyrektora Śląskiego Ogrodu Zoologicznego. Zapytaliśmy, co legło u podstaw wtorkowej decyzji? A. Malec wyjaśnił nam jedynie, że działalność gospodarcza nie przynosiła oczekiwanych efektów.

- Na razie nie zapadły żadne decyzje, kto będzie kim w zarządzie. Nie było też mowy o programie działania. Te sprawy będą zapewne poruszane w najbliższym czasie. Na razie do końca miesiąca fundacja działa z dotychczasowym zarządem – powiedział nam Andrzej Malec.

Co zdecydowało o wtorkowej decyzji? Jakie sprawozdania wzięto pod uwagę? Na te pytania nikt nie potrafił nam wczoraj udzielić odpowiedzi. Przewodniczącym dotychczasowego zarządu jest Zygmunt Sobczyk, główny specjalista ds. umów w WPKiW. W pierwszej rozmowie z “DZ” tłumaczył, że nie jest już w zarządzie, w drugiej powiedział kategorycznie:
- Odmawiam informacji na jakikolwiek temat związany z Fundacją dla WPKiW – stwierdził.
Odmówił, pomimo, że – jak wynika z naszych informacji – to on podpisywał się pod zaproszeniami na wspomniane spotkanie.

Fundacja ma jeszcze dyrektora zarządzającego. Tę funkcję pełni Barbara Jelonek. Pani dyrektor nikt jednak na spotkanie nie zaprosił. Dlaczego? Sama zainteresowana nie chce komentować całej sytuacji.

Autor artykułu: BOŻENA FERDYN

Po pierwszej rundzie

March 14th, 2002

Siatkarze amatorzy stoczyli pierwszą rundę pojedynków play-off. W meczach o miejsca od I do VIII rozegrano trzy spotkania. Zawodnicy Dwójki przegrali z drużyną Preem wynikiem 1-3. Beer Team pokonał zespół Eltomontu 3-0. Drużyna AKS Artus z Żor pokonała 3-0 zespół rydułtowskiego AZS-u.

W grupie drużyn walczących o miejsca od IX do XVI rozegrane zostały 4 pojedynki. Antykwariat pokonał Antenkę 3-0. Takim samym wynikiem zakończył się mecz drużyn KRS Sokół i Orlików. Olimp przegrał 1-3 z drużyną Dream Team. Siatkarze z zespołu Błysk pokonali drużynę Nowych 3-0.

Autor artykułu: (q)

Fundusze na stypendia

March 14th, 2002

Aż 68 nauczycielom szkół podstawowych i gimnazjów, 17 zatrudnionym w przedszkolach i 19 pracującym w placówkach ponadgimnazjalnych i specjalnych przyznana zostanie w tym roku pomoc stypendialna przeznaczona na podnoszenie kwalifikacji zawodowych.

Decyzję o przyznaniu na ten cel 228 tys. zł z budżetu Chorzowa podjął wczoraj Zarząd Miasta. O dofinansowanie ubiegało się prawie 120 nauczycieli, otrzyma je 104. Obecnie z tej formy pomocy korzysta już 59 pracowników oświaty.

Zasada jest następująca: miasto dofinansowuje koszty podwyższania kwalifikacji lub uzyskiwania drugiej specjalności osobom zatrudnionym w chorzowskich placówkach oświatowych. Wysokość jest uzależniona od dochodu na członka rodziny nauczyciela składającego wniosek do Wydziału Edukacji. Wcześniej zainteresowani podpisują umowy z dyrektorem szkoły, w której pracują.

Na pomoc nie mają co liczyć historycy oraz nauczyciele wychowania początkowego, gdyż tych jest w mieście za dużo. Pozostałe kierunki mogą być dofinansowane w zależności od aktualnego i przewidywanego zapotrzebowania.

Okazuje się, że obecnie szkoli się najwięcej wuefistów, matematyków, informatyków i nauczycieli przedmiotów, które są wprowadzone od niedawna (np. sztuka). Sporo pedagogów robi też kursy kwalifikacyjne z dziedziny oligofrenopedagogiki. Te są przeznaczone dla osób pracujących w klasach integracyjnych.

Autor artykułu: (bf)

Czy mamy szanse na ogólnośląskie laury?

March 13th, 2002

Poniedziałkowe posiedzenie jury plebiscytu Złote Maski w katowickim Urzędzie Marszałkowskim wykazało, że od czasu utworzenia województwa śląskiego nie postąpiła integracja scenicznej działalności artystycznej. Cierpi na tym Teatr im. A. Mickiewicza w Częstochowie, którego spektakle nie są znane krytyce śląskiej, a to ona ma główny wpływ na przyznawanie Złotych Masek. Jeśli w najbliższym czasie formuła plebiscytu nie ulegnie zmianie, możemy pożegnać się z marzeniami o nagrodach dla naszych twórców scenicznych.

Poniedziałkowe posiedzenie wyłoniło najpierw po 3 nominacje w różnych kategoriach. Częstochowskie dokonania trafiły tylko do dwóch. Postać Profesora z “Lekcji” Eugene’a Ionesco grana przez Michała Kulę została zaliczona do najwybitniejszych ról męskich, a monodram “Żale Matki Boskiej pod krzyżem” w wykonaniu Elżbiety Jabłonki kandyduje do nagrody za najwybitniejszą rolę kobiecą.

Jeszcze jeden częstochowianin został wyróżniony nominacją. Mateusz Pospieszalski, twórca muzyki do spektaklu “W 80 dni dookoła świata” w chorzowskim Teatrze Rozrywki ubiega się o nagrodę dla najlepszego scenicznego kompozytora.

Od nominacji jest daleka i niepewna droga do nagrody. Ślązacy mają przewagę wśród głosujących. i jak uczciwie przyznają, trudno im głosować na spektakle, które znają tylko z recenzji i opowiadań, a których obejrzeć nie mieli okazji.

Tajne głosowanie odbyło się także w poniedziałek, ale jego wynik znają dziś tylko organizatorzy z wydziału kultury w Urzędzie Marszałkowskim. Pozostanie on tajemnicą aż do uroczystości rozdania Złotych Masek w niedzielę 24 marca w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Jednak częstochowianie nie liczą na zbyt wiele.

Uderza także fakt, że częstochowianie ubiegają się o nagrody w tak niewielkiej liczbie kategorii. Świadczy to o zubożeniu inscenizacyjnym naszych przedstawień. W okresie, jaki obejmuje blebiscyt (od 1 marca 2001 do 1 marca 2002) zrealizowano u nas tylko jeden duży spektakl – “Ballady i romanse” w reżyserii Adama Hanuszkiewicza. Coraz więcej zaś premier wykonywanych jest za minimalne środki. One nie sprostają konkurencji bogatego Śląska.

W najbliższym czasie czeka nasze władze i dyrekcję częstochowskiej sceny decyzja, czy w ogóle są zainteresowane współzawodniczeniem z tamtymi teatrami. Jeśli tak, wymagałoby to zwiększenia nakładów. W innym wypadku nasi twórcy będą mogli zyskać uznanie tylko pracując dla scen górnośląskich.

Autor artykułu: WIESŁAW PASZKOWSKI

Kosztowna rozbiórka

March 13th, 2002

Szalet na placu Daszyńskiego zostanie rozebrany. Będzie to kosztowny demontaż. Tylko projekt prac rozbiórkowych to wydatek kilku tysięcy złotych.

Sześć specjalistycznych pracowni architektonicznych w czasie wstępnych rozmów z wydziałem urbanistyki Urzędu Miasta przedstawiło koszty projektu od 2500 do 9000 zł. To tylko część wydatków. W sumie rozebranie szaletu może kosztować nawet 50 tys. złotych. A można było na szalecie jeszcze zarobić.

Ofertę zaadaptowania nieczynnej publicznej toalety na drink-bar przedstawił w magistracie jeszcze w ubiegłym roku pewien częstochowianin. Przedsiębiorczy ten człowiek chciał w jednej części szaletów, oczywiście po remoncie, otworzyć bar, a w drugiej nadal byłaby ubikacja. Urzędnikom jednak nie spodobał się ten pomysł. Podobno przepisy sanitarne uniemożliwiają urządzenie restauracji, barów, sklepów spożywczych w pomieszczaniach, w których były wcześniej toalety, bo ponoć mury przesiąknięte są zapachem uryny. Jeśli takie miałyby być przepisy, to dlaczego w najstarszym zabytkowym szelecie przy głównym dworcu kolejowym jest teraz sklep z artykułami spożywczymi? Przez blisko półtora wieku była tam publiczna ubikacja.

Autor artykułu: (JS)

Hokeiści z Tychów bliżej brązu

March 13th, 2002

Tyszanie ostatnie spotkanie rozegrali tydzień temu. Gdańszczanie w niedzielę walczyli jeszcze z GKS Katowice. Na tafli w Tychach nie było jednak tego widać i w pierwszej odsłonie obie strony stworzyły kilka dogodnych szans na zdobycie bramki. Szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy w 17 minucie meczu. Z niebieskiej linii strzelał Łukasz Mejka, Tomasz Wawrzkiewicz obronił, jednak dobitka Wojciecha Majkowskiego była bardzo skuteczna.

- To moja najważniejsza bramka w życiu, poza tym pierwsza w serii play off. Przyznaję, że nie trafiłem czysto w krążek. Czy to teraz jednak ważne? Po zawodnikach z Gdańska widać, że stoczyli morderczy bój w półfinale. Dlatego wydaje mi się, że jesteśmy w stanie ich ograć – mówił po meczu młody napastnik GKS.

W drugiej tercji szczęście sprzyjało gospodarzom. Stoczniowcy, w szczególności Roman Skutchan starali się uprzykrzać życie Mariuszowi Kiecy. Ten jednak bronił bardzo dobrze. W jednym wypadku bramkarza GKS zastąpił Dalibor Rzimsky, efektownie blokując krążek zmierzający do siatki po uderzeniu Bartłomieja Wróbla.

W ostatniej odsłonie tyszanie nie pozwalali już na wiele gościom. Na rozstrzygającą akcję trzeba było jednak czekać aż do 57 minuty. Karel Horny otrzymał podanie od Jaroslava Smolika i po efektownym rajdzie przez ponad połowę lodowiska, przerzucił krążek nad rozpaczliwie interweniującym Wawrzkiewiczem. Mecz zakończyła fantastyczna parada Kiecy po strzale z bliska Roberta Suchomskiego.

GKS Tychy – Stoczniowiec Gdańsk 2:0 (1:0, 0:0, 1:0). Bramki: Wojciech Majkowski (17), Karel Horny (57). Kary: GKS – 6, Stoczniowiec – 28 minut. Widzów: 800. Stan rywalizacji: 1:0 dla GKS.

GKS: Kieca – Trzópek, Gretka, Smolik, Rzimsky, Horny – Mejka, Zeman, Gurazda, W. Majkowski, Ćwikła – K. Majkowski, Śmiełowski, Ślusarczyk, Demkowicz, Słaboń.

Autor artykułu: JERZY GOŚCIŃSKI

W górę po ścianie

March 11th, 2002

Wspinaczka na sztucznych ścianach, bezpośrednio wywodząca się ze sportu wysokogórskiego z powodzeniem funkcjonuje jako dyscyplina sportowa. Przy tym jest to najłatwiej dostępna i najbardziej bezpieczna forma uprawiania tego sportu. Ściana wspinaczkowa w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 5 na osiedlu Sikornik służy miłośnikom wspinania przez cały rok. Wiele emocje wzbudzają natomiast pokazy tych najlepszych…

W sobotę i niedzielę, 16 i 17 marca zostaną tu rozegrane zawody Pucharu Polski we wspinaczce sportowej. Udział w niej zapowiedzieli najlepsi polscy reprezentanci tej dyscypliny. Na sobotę zaplanowano: eliminacje w konkurencji na trudność, półfinały, eliminacje w konkurencji na czas oraz rywalizację dla dzieci. Finał zaplanowano w niedzielę o godz. 16. Imprezę organizuje Akademicki Związek Sportowy Politechniki Śląskiej.

Zawodom o Puchar Polski będzie towarzyszyć Pokaz Filmów Wspinaczkowych w kinie AMOK.

Autor artykułu: (jh)

Geodeci przez dwa dni przeczesywali Górę Zamkową

March 11th, 2002

Liczyliśmy na jakąś sensację, ale odkryliśmy tylko fragment fundamentów dawnej zabudowy. A to sensacją niestety nie jest – mówi Wiesław Nawrocki, dyrektor krakowskiego Zakładu Badań Nieniszczących, którego geodeci przez dwa dni badali cieszyńską Górę Zamkową w poszukiwaniu podziemnych pozostałości. W magistracie, który zlecił te roboty, taki obrót sprawy nikogo jednak nie smuci. Wręcz przeciwnie, urzędnicy cieszą się, że specjaliści z Krakowa nie odkryli nic ciekawego dla archeologów, bo teraz sami będą mogli… rozkopać Górę Zamkową.

Pod koniec ub. roku do Urzędu Miejskiego dotarła wiadomość, że Unia Europejska będzie współfinansowała modernizację cieszyńskiego Zamku Habsburgów. Inwestycja warta prawie 12 mln zł nie może się jednak rozpocząć bez wcześniejszego zbadania okolic pałacyku, który już za kilka lat zamieni nazwę na Śląski Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości. Miasto zleciło prace krakowskiemu Zakładowi Badań Nieniszczących, który w środę i czwartek, bez robienia jakichkolwiek wykopów, sprawdzał, czy park okalający zamek nie kryje jakichś ciekawostek archeologicznych.

Do badań geodeci wykorzystali georadar – urządzenie działające trochę jak echosonda, którą mierzy się głębokość wód. Wysyła on w głąb ziemi fale elektromagnetyczne, które, natrafiając na jakąś przeszkodę, np. kanał albo piwnicę, natychmiast wracają do georadaru i są drukowane na przenośnym ploterze. – Dzięki radarowi możemy “spojrzeć” do 10 metrów w głąb ziemi – wyjaśnia inżynier Wojciech Antosiewicz.

Badania prowadzono w trzech miejscach: koło Wieży Piastowskiej, przy której powstanie taras widokowy, na parkingu przed Zamkiem Habsburgów (tu odbudowana zostanie oranżeria, pod którą będą garaże) oraz koło kamienicy w podwórzu, gdzie planuje się wystawienie małego amfiteatru. Na mury geodeci natrafili tylko w jednym miejscu, co zdaniem dyrektora Nawrockiego, nie powinno zablokować modernizacji zamku.

Informacje te bardzo ucieszyły władze miasta, które po przygotowaniu projektu remontu zamku mogą teraz bez obaw, że natkną się na coś ciekawego dla archeologów, przekopywać jego okolice. – Musimy jeszcze zaczekać na opracowanie badań, ale odkrycie murów nie powinno zaszkodzić inwestycji – uważa wiceburmistrz Włodzimierz Cybulski. – Ogłosiliśmy już przetarg na projekt adaptacji zamku. Rozstrzygnięcie nastąpi jesienią.

Autor artykułu: WOJCIECH TRZCIONKA

Zakończyły się III Zimowe Mistrzostwa Ratowników Górskich

March 11th, 2002

Trzy dni trwały III Międzynarodowe Mistrzostwa Ratowników Górskich. Do Szczyrku przyjechali ratownicy z wszystkich grup w Polsce oraz ich koledzy z Czech, Słowacji, Ukrainy, Austrii i Stanów Zjednoczonych. W czwartek wszyscy witali z wielkimi honorami Krzysztofa Janika, szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, w piątek rywalizowali w slalomie gigancie, a w sobotę w konkurencjach ratowniczych. Tytułu sprzed roku bronili ratownicy Grupy Beskidzkiej. Skutecznie. Jan Śliwka i Zygmunt Binda oraz Włodzimierz Mołdysz i Wojciech Moskal byli bezkonkurencyjni.

Rozegrana w sobotę konkurencje stanowi sedno ratownictwa górskiego. Zawodnicy wystartowali parami. Zaczęli od 150-metrowego podbiegu z akią, później zapinali narty, wpinali się w akią i zjeżdżali na trasie slalomu giganta. Przekraczali pierwszą z linii mety. Na sygnał sędziego, wjeżdżali do tzw. ogródka medycznego, w którym mieli kwadrans na opatrzenie poszkodowanego, którego zapakowali do akii i ruszali z nim na tzw. etap jazdy obserwowanej. Tam najważniejszy był styl, a nie prędkość jaką rozwiną ratownicy.

- Ciężko pokusić się o wytypowanie zwycięzców – mówił w czasie konkurencji Jerzy Siodłak, naczelnik beskidzkich ratowników. – Wszyscy jadą na pełnych obrotach, zdarzają się drobne błędy.

- Takie zawody są nam potrzebne. Nie tylko dlatego, że w tym roku obchodzimy 50-lecie powstania GOPR, ale żeby sprawdzić umiejętności polskich ratowników. Nigdy się ich nie wstydziliśmy i nie będziemy wstydzić. Reprezentujemy poziom europejski – powiedział Jacek Dębicki, naczelnik Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Imprezę bardzo wysoko ocenił Rajmund Chrząstek, ratownik z National Ski Parku w Stanach Zjednoczonych. Przed siedmiu laty wyjechał z Polski, wcześniej ratował życie ludzi w Grupie Krynickiej. – Za oceanem nasze usługi są bezpłatne. Wszystko leży w gestii resortu narciarskiego – stwierdził.
W Polsce jest podobnie, ale “niebieski krzyż” otrzymuje coraz mniej pieniędzy z budżetu państwa. Przejście pod resort Krzysztofa Janika, które stanie się faktem pierwszego kwietnia, jest szansą na poprawienie sytuacji finansowej.

- Mniej istotne jest pod jakie ministerstwo podlegamy, najważniejsze żeby nasza sytuacja finansowa ustabilizowała się – dodał Siodłak.

Autor artykułu: TOMASZ WOLFF

Pół tysiąca bezrobotnych więcej?

March 8th, 2002

W tym tygodniu sąd gospodarczy ogłosił upadłość nyskiego Zakładu Urządzeń Przemysłowych. W związku z tym do rzeszy bezrobotnych może dołączyć wkrótce około 500 osób.
Ilu pracowników zostanie zwolnionych będzie zależało w dużej mierze od syndyka masy upadłościowej, Marka Pasławskiego. Jeżeli przyjmie on typowy model upadłościowy, to zatrudnienie straci większość osób. Natomiast jeżeli zdecyduje się na kontynuowanie produkcji, to przynajmniej przez jakiś czas ludzie mogą liczyć na zatrudnienie.
Zdaniem syndyka, ze względu na duże zapasy surowców i podpisane wcześniej zobowiązania, drugie wyjście byłoby lepsze. Podobna sytuacja miała miejsce jakiś czas temu w tułowickim “Porcelicie”. Tam również syndyk kontynuował produkcję, ale niestety zakładu nie udało się uratować.

ZUP utworzono po wojnie na bazie niemieckich zakładów metalurgicznych. W pierwszych latach działalności produkowano tam urządzenia dla przemysłu chemicznego, energetyki i ochrony środowiska. ZUP jako generalny dostawca kompletnych obiektów wysyłał instalacje do produkcji kwasu siarkowego do Rosji, Turcji, Czech i Niemiec. W 1991 roku rozpoczął się proces prywatyzacji fabryki. W czasach swojej świetności zatrudniał on 4,5 tysiąca osób, z czego do tej pory zostało tylko 489 pracowników.

Problemy zakładu rozpoczęły się już wiele lat wcześniej. Na obecną fatalną sytuację finansową złożyło się wiele czynników, w tym przede wszystkim zła sytuacja rynkowa. ZUP nie zalega z bieżącymi wypłatami dla pracowników, pieniędzy brakuje natomiast na odprawy. Zakład jest zadłużony w ZUS-ie oraz w urzędzie skarbowym. Konta firmy zajął komornik, który zabiera wszystkie bieżące wpływy.

Autor artykułu: Rog